Istnieje wiele mitów na temat makijażu ślubnego, jednak największą zmorą profesjonalnych wizażystów jest powszechne przekonanie, że makijaż ten powinien być  zawsze delikatny. Przykładem na fałszywość tej tezy jest chociażby  Penelope Cruz (ciemne włosy, wyraźne rysy twarzy, ciemna oprawa oka), której „delikatny” makijaż z pewnością nie dodałby urody. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia aktorki, by przekonać się, że sztab osób odpowiedzialnych za jej wizerunek doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wyjątkiem mogą być zdjęcia sesyjne, w których istotną rolę odgrywa światło i niestety Photoshop,  nie jest to więc makijaż, który ma wydawać się piękny w kontakcie 'face to face'. Moja rada: omijajcie szerokim łukiem tych „wizażystów”, którzy opisując makijaż ślubny posiłkują się jedynie tym przymiotnikiem.

Oczywiście nie chodzi o to, by makijaż na tę specjalną okazję zmienił pannę młodą nie do poznania.  Inny powinien być makijaż ślubny kobiety w typie Cameron Diaz, a inny wspomnianej Penelope Cruz. Ma on tylko, a może właśnie przede wszystkim wydobyć piękno panny młodej, która nie zawsze zdaje sobie sprawę ze swoich atutów, dostrzegając, jak większość z nas, jedynie mankamenty własnej urody. Ogromną rolę w uzmysłowieniu tych zalet odgrywa makijaż próbny, podczas którego wizażysta ma okazję przekonać się, które elementy należy uwydatnić, skonsultować wizję klientki dotyczącą makijażu, stworzyć indywidualny projekt makijażu, który będzie zestawieniem oczekiwań klientki z wizją techniczną wizażysty.

W mojej pracy zawsze staram się dopasowywać make up nie tylko do typu urody, lecz także do charakteru osoby, którą maluję, a także stroju, w którym wystąpi  klientka. Jest to szczególnie ważne właśnie przy wykonywaniu makijażu ślubnego, kiedy z reguły każda kobieta oczekuje, że tego dnia będzie wyglądać wyjątkowo.